Monthly Archives: Lipiec 2009

Nowe widokówki z Ziemi Gubińskiej

Miło mi znowu poinformować Państwa o ukazaniu się nowych widokówek Gubina. Dwie z nich ukazały się z inicjatywy Wydziału Europejskiego Urzędu Miejskiego-naczelnik Anna Wróbel, trzecią z zegarami na Baszcie Ostrowskiej, wydano z inicjatywy Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Gubińskiej.

Kolejne wystawy

Dwóch Jerzych Zawadzki i Sarnecki - przygotowują kolejną wystawę
Dwóch Jerzych Zawadzki i Sarnecki - przygotowują kolejną wystawę

Stowarzyszenie organizuje, w miarę posiadanych możliwości lokalowych, wystawy tematyczne.  Rok 2009 powitaliśmy wystawą prezentującą widokówki przedwojennego Gubina. Ponad 200 tych małych fotografii przedstawił kolekcjoner widokówek, członek SPZG Jerzy Zawadzki. Wystawa cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem przede wszystkim  niemieckich gości Izby Muzealnej. Wielu z nich pokazywało na nich miejsca w których urodzili się. od 1 czerwca kolejna wystawa pokazuje powojenne widokówki miasta. I choć zbiór nie jest tak bogaty jak poprzedni to można zobaczyć wiele ciekawych ujęć  naszego miasta, tych obecnych i tych , które pozostały tylko na fotografiach. Szczególny „wysyp” kartek nastąpił po 1989 roku i widać to także w prezentowanej ekspozycji.
Również nowo otwarta wystaw pokazuje „wytwory” Harcerskiej Poczty Polowej” funkcjonującej w czasach, kiedy harcerstwem zabawiał się Walenty A.Robowski. Wystawa to bogaty zbiór ciekawych stempli i znaków pocztowych wykonanych przez harcerzy. Nie stanowiły zbioru oficjalnych znaków wydawanych przez Pocztę Polską ale miały swój harcerski urok. Trochę taka zabawa.
Również w dniach 5-7 czerwca można obejrzeć wystawę zatytułowaną „Gubińskie pochody 1. Majowe”. To zbiór kilkudziesięciu fotografii na których gubinianie maszerują w 1 – majowych  pochodach. Te najstarsze zdjęcia pochodzą z pocz. lat 50 – tych, zaś ostatnie wykonano w końcówce lat 80 – tych.
Tekst nie byłby kompletnym gdyby nie wspomniano o realizatorach wszystkich wystaw. Pomysłodawcą jest z reguły prezes SPZG ale światło dzienne wystawy oglądają dzięki nieocenionej pomocy Jerzych: Sarneckiego i Zawadzkiego.  Na ich pomoc można zawsze liczyć. (sp)

Komunikacja miejska

_Mama_ Stanisława Jabłońska z niezawodnym koniem Morycem, zapewne przeszli do historii gubińskiej komunikacji
_Mama_ Stanisława Jabłońska z niezawodnym koniem Morycem, zapewne przeszli do historii gubińskiej komunikacji

W powojennym Gubinie, tuż po zakończeniu działań wojennych, problem komunikacji rozwiązała, słynna nie tylko w mieście. „mama” Jabłońska z koniem Morycem. O jakiejkolwiek komunikacji motorowej nikt nie słyszał. Ona kursowała regularnie na trasie dworzec PKP – centrum. Takie rozwiązanie wystarczało ze względu na niewielką liczbę ludności. Jednak rozrastające się tak pod względem ludności jak i zabudowy miasto miało coraz to większe potrzeby.
Przez kilkadziesiąt lat, do początku lat 70-tych problem komunikacji rozwiązywało wojsko. Pamiętam, że kiedy pojawiłem się z nakazem pracy w Gubinie kursował wojskowy san a konduktor (żołnierz szeregowy) sprzedawał bilety. Potem jeździły trochę lepszej marki autobusy. ale i przyszedł taki czas, że komunikację obsługiwały samochody ciężarowe star z doczepianą drabinką. Kłopotliwe było ulokowanie się na „pace” z wózkiem dziecięcym. Panowie, widząc wdrapujące się po drabince panie, z wielką przyjemnością dawali pierwszeństwo. Kursowały po trasie podobnej do dzisiejszej trasy autobusów miejskich pokonując wieloma ulicami około 17 kilometrową trasę od jednostek wojskowych w Komorowie do dworca PKP przy ul. Sikorskiego.
Władza samorządowa widząc taki stan rzeczy uparcie dążyła do uruchomienia regularnej komunikacji autobusowej. Z opowiadań osób zorientowanych w sprawie (np. Kazimierz Ostrowski ) wynikało że zadanie nie było łatwe.
Opór materii (PKS Zielona Góra) był silny. Ale udało się i bodajże dwoma i trzema?) liniami ruszyły autobusy.
Mieszkańcy mieli nareszcie komfort przemieszczania się z jednego krańca miasta w drugi. Szczególnie dotyczyło to osób starszych i młodzieży szkolnej. Warto nadmienić iz w tym czasie po mieście kursowało kilka taksówek osobowych a prywatni właściciel dysponowali być może kilkudziesięcioma autami osobowymi.
21 lipca 1975 r. oddano do użytku nowy dworzec PKS a gubińska placówka była zaliczana do jednej z największych w województwie zielonogórskim.
Jednak lata 90-te i zachodzące wszędzie zmiany nie omijają miejskiej komunikacji. Wzrastająca ilość samochodów prywatnych i rachunek ekonomiczny sprawiają, że ilość kursów i rodzaj usług zostają w znacznym stopniu okrojone. Zdecydowane zmiany zachodzą wówczas kiedy wojsko likwiduje swoje jednostki. Potrzeby komunikacyjne zmniejszają się choćby i z tego powodu. że w mieście gwałtownie wzrasta ilość prywatnych samochodów.
Słabo doinwestowany PKS nie jest już tym samym przedsiębiorstwem co przed laty. Olbrzymie autobusy wożą coraz to więcej powietrza. PKS przestał być potentatem w przewozach. Taksówkarze z utęsknieniem wypatrują klientów.
W 2009 roku w mieście zarejestrowanych jest ok. 10.500 pojazdów mechanicznych, kilkadziesiąt taksówek (w latach 90-tych ponad 100). Ale o Morycu i „mamie” Jabłońskiej pamiętają kolejne pokolenia gubinian. (sp)

Doktor wiecznie żywy

Widok na salę podczas spotkania. Na pierwszym planie współpracownik doktora T.Kunickiego Karol Szymański(w jasnej marynarce)
Widok na salę podczas spotkania. Na pierwszym planie współpracownik doktora T.Kunickiego Karol Szymański(w jasnej marynarce)

Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Gubińskiej było organizatorem spotkania poświęconemu 51. rocznicy śmierci doktora Tadeusza Kunickiego.

Postać doktora jest zanana wszystkim gubinianom. To człowiek, który na wieki zapisał się w historii powojennej Gubina. Po zakończeniu wojny tworzył służbę zdrowia w powiecie gubińskim. Był wówczas jedynym lekarzem w mieście. Starsi mieszkańcy pamiętają go z wielkiej dobroci, bezgranicznego oddania i poświęcenia się w udzielaniu pomocy chorym.
Obecni na spotkaniu,  byli pacjenci doktora, opowiadali zapamiętane scenki z kontaktów z doktorem. Były to sytuacje zarówno komiczne jak i smutne.
O doktorze opowiadał jego wieloletni współpracownik (do śmierci doktora) , przyjaciel domu i rodziny Kunickich, Karol Szymański. Zebranym zaprezentowano zdjęcia z życia doktora oraz film poświęcony Jego pamięci  nagrany w 1986 roku przez Telewizję Poznań.
Organizatorzy zaprosili na kolejne spotkanie poświęcone innemu znanemu mieszkańcowi Tadeuszowi Firlejowi, w trzecią rocznicę śmierci.(sp)

Są takie dni, że czujemy się bardzo przydatni

Zawsze jest coś do zrobienia w SPZG i codziennie są goście.  Jednak jednego dnia, 19 maja 2009 r. (wtorek) było miło nam gościć aż prawie sto osób.

SOSzW na Baszcie Ostrowskiej
Grupa gimnazjalna i klasa zawodowa, kończąca szkołę ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. Marii Konopnickiej w Gubinie odwiedziła Basztę Ostrowską. Pod kierunkiem nauczycielki Renaty Rozwadowskiej, towarzyszyli im opiekunowie: nauczyciele Anna Jankowiak i Łukasz Wójcik oraz  stażystka Joanna Nowakowska. Młodzież zainteresowała się informacjami o średniowiecznych fortyfikacjach i rolą baszty w systemie obronnym miasta, które zasygnalizował zwiedzającym Wiesław Łabęcki.

Pani Christel Schollmeyer na wystawie widokówek Jerzego Zawadzkiego znalazła tę na której jast dom w którym przed wojną mieszkała
Pani Christel Schollmeyer na wystawie widokówek Jerzego Zawadzkiego znalazła tę na której jest dom w którym przed wojną mieszkała

Wycieczka nauczycieli
Nauczyciele, z sekcji emerytów i rencistów Związku Nauczycielstwa Polskiego Żagań – Gubin podczas wycieczki po Gubinie, nie zapomnieli o Izbie Muzealnej i Baszcie Ostrowskiej. Po zwiedzeniu miasta m.in. fary i wysłuchaniu koncertu Gubińskich Łużyczanek 70 pedagogów przybyło do siedziby stowarzyszenia. Po Izbie Muzealnej oprowadził Tadeusz Buczek, po Baszcie Ostrowskiej W. Łabęcki.

Przedwojenni mieszkańcy miasta w SPZG
Byłych mieszkańców Guben ciągnie – jak każdego – do miejsca dzieciństwa i młodości. Mieszkające obecnie w Heilbronn, koło Stuttgartu państwo Christel i Burghard (Hugo) Schollmeyer często bywają w przedwojennym powiecie gubeńskim. Teraz, z niezawodnym tłumaczem Edytą Luck przybyli do SPZG. Dużo radości sprawił im powrót do przeszłości przy oglądaniu dokumentów, zdjęć i eksponatów muzealnych. Szczęście biło z twarzy pani Christel, po wejściu na szczyt Baszty Ostrowskiej, wszak ostatni raz była tutaj z klasą w 1942 roku, gdy miała 12 lat. Wtedy Christel z d. Wieczorek mieszkała przy Moście Północnym (Nordbrücke 1), w pobliżu obecnej ulicy Piastowskiej. Most wybudowano wraz z przylegającym domem w roku 1928. Rodzice w domu prowadzili ciastkarnie, gdzie można było kupić m. in. czekoladę, orzeszki, pralinki, kawę. Po drugiej stronie mostu znajdowała się toaleta publiczna. Pan Hugo mieszkał przy Skale 1, obecnie ul. Traugutta. Ojciec był krojczym w fabryce kapeluszy a matka pracowała w fabryce produkującej nakrycia głowy na eksport do krajów muzułmańskich. Ch. i H. Schollmeyer bardzo pozytywnie ocenili działania społeczników SPZG i przekazali stosowną kwotę na drugi zegar na baszcie.  (wł)